Przejdź do treści
Ośno lubuskie

POLSKIE CARCASSONNE. OŚNO LUBUSKIE. Cz. 1

Udostępnij

Czy to jest Polskie Carcassonne czy nie – nie mnie oceniać, bo nie wiele jeszcze widziałam. Ale na śmiało mogę powiedzieć że jest to polskie Carcassonne zachodu. Tak pięknie zachowanych murów miejskich i tak uroczego miasteczka nie można nie zobaczyć. Nie można go też odzobaczyć ; ) Wracam wspomnieniami z przyjemnością. Zapraszam do tej podróży zatem razem z nami : )

O Ś N O L U B U S K I E

Ośno Lubuskie. Oficjalnie chyba moje ulubione miasteczko w województwie. No, a na pewno w top 3 : ) .

Plan jest taki – zobaczyć mury miejskie. Spodziewamy się zatem, że zobaczymy sobie jakiś tam mur, przejdziemy się pod ratusz i za 30 minut – o ile nie zdecydujemy się na jakieś lody na ryneczku – jesteśmy z powrotem w aucie i jedziemy w następną lokalizację. Oj, jak bardzo się pomyliliśmy. Okazuje się, że urocze Ośno ma do zaoferowania dużo, dużo więcej niż założyliśmy.

Parkujemy sobie można powiedzieć – w centrum (ul. Różana), pod majestatyczną, niesamowitą wieżą wielkiego, gotyckiego kościoła.

Świątynia jest duża, ceglana i robi na nas niemałe wrażenie. Ale do kościoła jeszcze wrócimy. Póki co udajemy się drogą, która przejeżdża przez bramę, czy tam otwór w zasadzie, w murach miasta – czyli do naszego celu wizyty w Ośnie. Kamienne ściany, które planujemy obejrzeć powstały w ok. XIII w., dość dawno zatem, ale o historii nie będę zanudzać ; ) (dla chętnych można o tym więcej poczytać na końcu postu).

Synek oczywiście dostaje rower, żeby nieco przyspieszyć małe nóżki. Małe pacholę nasze dostaje swój czterokołowiec napędzany mamo-koniuszym, co się okazuje strategicznie i dobrą i złą decyzją.

Kiedy docieramy do bramy, odkrywamy, iż mury, nie dość, że świetnie zachowane, to jeszcze jest ich no, całkiem sporo. I nie dość, że ciągną się w jedną i drugą stronę po „horyzont”, i ich końca nie widać, to jeszcze w każdą stronę prowadzi sobie pięknie wybrukowana dróżka. I ta dróżka nadaje decyzji o zabraniu wózka średnich cech użyteczności, bo wytelepotało nam to nasze dziecię niemiłosiernie.

Ale mimo wszystko stanę po stronie pomysłodawcy ów przedsięwzięcia i obronię wyłożenie „chodnika” kamieniami, a nie kostką, tym, że przecież w XIV wieku nie mieli kostki brukowej – warto się troszkę pomęczyć i poczuć za to jak w czasach pierwszej świetności tego miejsca ! (także jak ktoś posiada niewielkie dziecię w swoich zasobach to z wózkiem można się puścić, ale jak kto woli to chusta/nosidło będą ciut wygodniejsze).

A no i nie polecam zwiedzania Ośna w szpilkach ; )

No ale ja tu pitu pitu o kostce a tymczasem stoimy przecież przed ciężką decyzją – w którą stronę pójść. Za sugestią Pana M., po krótkim namyśle, udajemy się w prawo („tędy dojdziemy pewnie do ratusza” pada podejrzenie z ust mojego niezawodnego przewodnika). No i idziemy. Do ratusza i owszem – doszliśmy, ale okazało się, że na tym nie był koniec.

Murów w Ośnie Lubuskim, ku naszemu zdziwieniu i uciesze, ostało się całkiem dużo.

Idziemy i idziemy, a ich końca nie widać. Mało tego! Po drodze mijamy sporo wież i baszt, również świetnie zachowanych! Mało tego! Droga, którą spacerujemy jest do tego wszystkiego niezwykle malownicza. Po całej trasie, zresztą w całym miasteczku, odnaleźć można liczne tablice informacyjne z historią i ciekawostkami. Dowiadujemy się z nich między innymi o historii murów, o tym dlaczego zostały obniżone, czy o tym które z baszt 300 lat temu służyły jako więzienie : ) 

Pięknie zrewaloryzowany teren zachwyca nas z każdym krokiem coraz bardziej.

Przez większość trasy wokół Ośna mijamy co rusz ławeczki, skwery, parczki i gdzie tylko się dało została posiana (lub rozłożona, nie sprawdzałam ; ) ) i rośnie sobie pięknie przystrzyżona, zieloniutka trawa, do tego wszystkiego świeci słońce (zupełnie nie jak w średniowieczu) i jest naprawdę malowniczo!

Co jakiś czas w murach mijamy furty, tj. przejścia na ich drugą stronę. 

A tam, po ich zewnętrznej części idzie sobie wydeptana ścieżynka, którą też można próbować pójść, niestety jest ona co jakiś czas przecięta rzeczką (fosą?), mokradłami i  krzakami… No można spróbować się tamtędy przedostać, zawsze to jakaś przygoda! (może jakiś mieszkaniec Ośna napisze nam w komentarzu czy możliwe jest obejście murów od zewnątrz, a najlepiej jak napisze nam czy da się je obejść z wózkiem ; ) ).

Mniej więcej na wysokości ratusza docieramy do przejścia przez mury,

które kilkoma schodkami w dół prowadzi nas do bardzo urokliwego skwerku, przez który przepływa rzeczka, jest tam mostek, no i ogólnie bardzo zielono, cicho i przyjemnie. I z widokiem na kamienny mur i na wieżę, wśród pięknej zieleni robimy sobie przystanek na małe szamanko. Jest tak miło i bajecznie, że aż nie chce się stamtąd ruszać. Synowie nasze, które od jakiegoś czasu (będzie ze dwa lata ; ) ) żyje powietrzem i chlebem z pasztetem, śmiga na swoim rowero – motorze. Drugi, mały głodomorek, pomimo skrzętnie przygotowywanej w domu przez mamkę kaszki z owocami, domaga się jedzenia naszych wrapów z warzywami ; ) Spędzamy sobie tutaj kilka na prawdę przyjemnych chwil.

Wracamy w końcu na naszą kamienną dróżkę i ruszamy w dalszą drogę.

Mury w pewnym momencie kończą się, Pan M. z typowym dla siebie optymizmem stwierdza, że na pewno brakuje tylko fragmentu murów i należy udać się w poszukiwaniu ich kontynuacji. Zgadzam się, z typowym dla mnie pesymizmem, narzekając pod nosem, że to bez sensu. No, ale miał rację. W terenie miewa czasem rację. No dobra, często. To mu trzeba oddać ; ) Mijamy kilka kamienic, w tym dawne kino. Dochodzimy znowu do murów i tym razem ryzykujemy spacer po ich zewnętrznym obrysie. Zachęca nas do tego szeroka, gruntowa droga no i niezwykła malowniczość zieleni po tej stronie miasteczka. Ku memu zdziwieniu okazuje się, że po dosłownie kilku minutach spaceru docieramy do miejsca, w którym zaczynaliśmy naszą przygodę z Ośnem Lubuskim. Tak oto zatoczyliśmy koło. Ośno zostało przez nas OBSZĘDNIĘTE : )

Ale na zatoczeniu koła nie koniec.

Przecież miasteczko ma jeszcze coś w środku. Na początek udajemy się do bardzo wyczekiwanego przez naszego czterolatka miejsca – do armaty na jednym ze skwerów. Widział ją kiedy wjeżdżaliśmy do miasta no i obowiązkowe zdjęcie na armacie musi być. Potem z daleka woła nas fontanna otoczona masą pięknych kwiatów. Z małego kwietnego skweru, otoczonego ślicznym trawnikiem, celebrować można widok monumentalnej wieży kościoła. No bajeczne miejsce. Będąc już tutaj nie można nie udać się pod budynek ratusza, który jest już rzut beretem od nas. Ten ciekawy, eklektyczny budynek po prostu należy zobaczyć, a dodatkowo można zajrzeć do środka i odwiedzić Miejskie Muzeum.

Ratusz i kościół obchodzimy dookoła i docieramy do samochodu.

Ale ale ale ! Atrakcji nie koniec! Ośno Lubuskie miło nas zaskoczyło samo w sobie, aczkolwiek Ośno nie byłoby sobą, gdyby nie oferowało jeszcze kilku niebanalnych miejsc, które będąc tutaj po prostu trzeba wyhaczyć! Ale o tym już w kolejnym rozdziale. Zapraszam do kolejnego postu :

informacje

Ośno Lubuskie, woj. lubuskie, pow. słubicki, gmina Ośno Lubuskie

Miasto:

Pierwsza wzmianka o osadzie targowej pochodzi 1252 r. Prawa miejskie otrzymało zapewne w 1. poł. XIV w., a rozkwit nastąpił następnym stuleciu. W 1945 r. miasto uległo zniszczeniu w 70%, natomiast szczęśliwie ocalały jego najważniejsze zabytki. Większości zabudowy nie udało się jednak odbudować.

Kościół:

Budowę okazałego kościoła rozpoczęto w 1298 r. Powstało wówczas prezbiterium i nawa (zapewne bez sklepień), natomiast nie udało się wybudować wieży, która miała być tak szeroka jak cała nawa. Pod koniec XV w. dobudowano wieżę, przedłużono prezbiterium i założono sklepienia (wkrótce po tym zawaliły się i zostały odbudowane). W 1538 r. świątynia przeszła w ręce protestantów. Z tego czasu pochodzi wspaniały ołtarz (z 1610 r.), ambona (z 1619 r.) i chrzcielnica (ok. 1610 r.). Bardzo często dach wieży był niszczony przez pożary wywołane uderzeniami pioruna, co miało wpływ na naruszenie statyki całej budowli (zawalenie sklepienia nawy w 1829 r.). 

Ratusz:

Dzisiejszy ratusz powstał w latach 1842-1844 na miejscu starszego, średniowiecznego. Powstał w stylu eklektycznym, łącząc w swojej bryle elementy kilku historycznych stylów architektonicznych (głównie renesansu i gotyku). W 1912 r. otwarto w nim także muzeum, prezentujące pamiątki i zabytki związane z historią regionu. Do dziś jest siedzibą władz miejskich i lokalnego muzeum.

Mury:

Mury miejskie Ośna mają ok. 1350 m. Ich budowę rozpoczęto na przełomie XIII i XIV w. kontynuowano w następnym stuleciu (podwyższono, dobudowano kolejne wieże i czatownie, rozbudowano bramy). Obecnie zachowały się na niemal pełnym obwodzie. Oryginalnie miały grubość ok. 80 cm i wysokość ok. 6 m. W obwodzie były 2 bramy (obie niezachowane), 3 okrągłe baszty (2 zachowane), 12 czatowni (3 zachowane w pierwotnej wysokości, 7 zachowanych, obniżonych). Przed murami mieściła się nawodniona fosa oraz wał.

poradnik

Czas od przyjazdu do wyjazdu z miasteczka: 2 h

  • można zabrać wózek

  • można zabrać rowerek

  • hulajnoga nie da rady

  • można zabrać koc i zrobić piknik

  • są liczne ławki i skwerki

  • jest plac zabaw

Czynne całą dobę. Wstęp darmowy.

W OKOLICY POLECAMY RÓWNIEŻ:

ciekawostka (67) cmentarz (9) Czyste piękno (1) dolnośląskie (36) jezioro (5) kamper (24) kaplica (8) kościół (16) las (7) life&parenting (2) lubuskie (56) mapa (1) mauzoleum (14) militarne (4) muzeum (3) park (45) pałac (34) plac zabaw (30) plaża (11) ruiny (28) wielkopolskie (11) wieża (10) zamek (12)


Udostępnij

4 komentarze do “POLSKIE CARCASSONNE. OŚNO LUBUSKIE. Cz. 1”

  1. Pingback: NIEZWYKŁE OŚNO LUBUSKIE. Cz. 2 - Z misiem w teczce

  2. Pingback: PARK DINOZAURÓW - NOWINY WIELKIE. Woj. Lubuskie - Z misiem w teczce

  3. Pingback: PAŁAC CELEBRYTA I PARK MIŁOŚCI - LUBNIEWICE, WOJ. LUBUSKIE. - Z misiem w teczce

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.